Młodzi od A do Z

Czyli nowe pokolenie na rynku pracy.
Urodziłam się w 92. roku. Jestem dzieckiem złotej ery Disneya, wolnego rynku, swobód obywatelskich i otwartych granic. Nie pamiętam obrad Okrągłego Stołu. Grając w Eurobusiness nie rozumiałam podziału na RFN i NRD – zrozumiałam go dopiero w toku późniejszej edukacji. Pamiętam za to wejście Polski do Unii Europejskiej i uruchomienie Wirtualnej Polski. Jestem dzieckiem swoich czasów, a w tym momencie jestem też wchodzącą na rynek pracy przedstawicielką pokolenia… No właśnie, jakiego?
Coraz popularniejsze staje się zarządzanie pracownikami dostosowane do generacji, jaką reprezentują. Za każdą z nich kryje się różny system wartości, różne doświadczenia i okoliczności, w jakich przyszło dorastać jej członkom. Wszystko to, w jakiejś mierze, warunkuje ich podejście do pracy i oczekiwania. Patrząc na przyjęte ramy czasowe, zarówno ja, jak i moi rówieśnicy, jesteśmy na styku pokolenia Y i Z. O tym pierwszym wiemy już całkiem dużo, ale jakie jest to nowe?
Przyjmuje się, że pokolenie Z to te osoby, które urodziły się po 1990 roku, a nawet po 1995. Oznacza to, że jest to właśnie ta grupa ludzi, która powoli zaczyna wchodzić na rynek pracy. Z tego powodu jednak trudno jest ją dziś scharakteryzować – nie ma przecież jeszcze zbyt wielu doświadczeń związanych z jej funkcjonowaniem w organizacji czy środowisku pracy. To sprawia, że w dużej mierze można jedynie przewidywać, bazując na tym, co wiadomo o ich dotychczasowym życiu. Sytuację tę w „ciekawy” sposób ilustruje nawet fakt, że polska Wikipedia nie posiada w swoich zasobach artykułu na temat generacji Z. Biorąc pod uwagę zasięg portalu, wynik jedynie 17 wersji językowych poświęconych tej tematyce wypada raczej słabo.
Jako „Zetki” z całą pewnością jesteśmy dziećmi dobrobytu i nowych technologii. Jak by na to nie spojrzeć, to niezaprzeczalnym jest fakt, że urządzenia takie jak komputer czy telefon komórkowy funkcjonują w naszej świadomości od najmłodszych lat. Jednocześnie często czytamy o sobie, że jesteśmy podłączeni do sieci 24h na dobę i mamy problem z rozróżnieniem życia realnego od wirtualnego, które zaspokaja potrzebę atencji. Czy tak jest rzeczywiście?
Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Jasne, korzystamy (często za dużo) z urządzeń mobilnych i nie potrzebujemy czytać instrukcji obsługi nowego smartfona, ale tylko dlatego, że jest to dla nas naturalne – w takim świecie mieliśmy możliwość dorastać. Jednak w tych słynnych latach 90. biegaliśmy też po podwórku, kręciliśmy fikołki na trzepaku i jeździliśmy rowerem po lemoniadę do sklepu. Do dziś mamy życie towarzyskie i potrafimy się wylogować.
Co jednak nasze przyzwyczajenia i styl życia oznaczają dla pracodawców? Na pewno szeroki wachlarz możliwości wykorzystywania Internetu i nowych technologii w procesach rekrutacyjnych. Czerpiąc z życia tyle, ile możemy, nie mamy problemu by odbyć rozmowę kwalifikacyjną przez Skype’a. Jednocześnie, biorąc pod uwagę pewną naturalność w wyszukiwaniu informacji w Internecie, również tam rozpoczynamy poszukiwanie ofert – przez strony www i e-portale pośredniczące. Co za tym idzie, często firma bez strony internetowej (lub z taką, której design bliski jest naszej dacie urodzenia) traci w oczach młodych, zdolnych ludzi –w końcu to wizytówka – coś jak ubiór w pokoleniu naszych rodziców. Korzystamy też ze smartfonów, social mediów i aplikacji mobilnych. To wszystko staje się olbrzymim polem do manewru i wzajemnych oddziaływań na linii firma-pracownik.
Członkom pokolenia Z często przykleja się łatkę roszczeniowych. My jednak mamy świadomość kryzysu i niepewności zatrudnienia. Jednocześnie zależy nam na pracy, która nas interesuje i sprawi nam przyjemność. Chodzi o to, by nie tracić czasu w miejscu, które nas nie rozwija i nie może nam już więcej zaoferować. Jak sobie z tym radzić? Tworząc jasne ścieżki kariery, stwarzać możliwości awansu, rozwoju, podnoszenia swoich umiejętności i kompetencji, zmieniając zakres zadań i obowiązków, zanim zdążą się one „przejeść”. Tylko jak wyczuć ten moment? W mojej ocenie to bardzo indywidualna sprawa, rządząca się jednak z zasady podobnym mechanizmem. Odpowiedzią jest obserwacja pracownika i wrażliwość na niego. Przejedzenie bowiem przychodzi dość szybko i w momencie, kiedy czujemy „to już umiem”. Ni mniej, ni więcej chodzi o potrzebę ciągłych wyzwań. Jeśli więc widzimy, że dane zadanie przestało być dla pracownika wyzwaniem, a stało się czymś łatwym i naturalnym, pora powierzyć mu nowe zadanie.
Wynagrodzenie nie jest jedynym i wystarczającym motywatorem. Zetki to jednostki wielozadaniowe, pracujące w dogodnym miejscu i czasie, otwarte na zmiany i oczekujące dynamiki w każdej dziedzinie życia. Praca jest tutaj inną wartością, niż była dla naszego starszego rodzeństwa czy rodziców. Jest środkiem, drogą do celu, nie celem samym w sobie. Co zatem jest celem? Realizacja marzeń i planów – dla każdego innych, ale aby móc podróżować, kształcić się czy budować domek z ogródkiem potrzebne są pieniądze. Celem jest też często poczucie samodzielności i niezależności; jest nim życie po swojemu i czerpanie ze świata tyle, ile się da.
Aby móc więc zatrzymać zdolnych pracowników niezwykle ważne jest by dbać o ich rozwój. Warto zaoferować im wachlarz szkoleń, stwarzać możliwość realizacji siebie i swoich pomysłów, czy choćby dostosować do nich pakiety socjalne (karta Multisport będzie tu zdecydowanie bardziej atrakcyjna od paczki pierników dla dzieci na Święta). To wszystko prowadzi do budowania przywiązania do firmy. Tak, w naszym pokoleniu jest to wciąż możliwe! Właśnie poprzez tworzenie odpowiednich warunków pracy, wyjście naprzeciw naszemu systemowi wartości i stylowi życia. Bo my naprawdę chcemy pracować, a inaczej wcale nie musi oznaczać gorzej. Elastyczne godziny i miejsce pracy, metoda projektowa czy elementy grywalizacji – to wszystko wpływa na chętną i wydajną pracę mojego pokolenia. Po co wtedy odchodzić z miejsca, które daje mi wszystko, czego oczekuję.
Pokolenie Z to ogrom czasu i zdarzeń. To również ogrom różnic między tymi, którzy urodzili się na początku lat 90., a tymi, którzy na świat przyszli na przełomie XX i XXI wieku. To sprawia, że tym pierwszym częstokroć bliżej do wartości i zachowań typowych Igreków. Jesteśmy gdzieś pomiędzy. Ale to też jest ok. Bo nigdy nie uda nam się sklasyfikować wszystkich raz na zawsze i wrzucić w te same, teoretycznie wzorcowe ramy. Ważne jest po prostu to, żeby pamiętać, że świat się zmienia. A nowe pokolenia korzystają z tego, co im on przynosi. Bo to naturalne. Nikogo nie bulwersuje korzystanie dziś z zegarków elektronicznych. Dlaczego więc korzystanie z zegara, kalendarza, telefonu i książki w jednym urządzeniu budzi niechęć i prowadzi do oklejenia łatką zamkniętego, odrealnionego i nieporadnego pokolenia?
Autorka: Małgorzata Lenartowicz – studentka psychologii